Pewnie znowu wracam tu tylko na chwile...ale lubię tu czasem zajrzeć.
Tak patrzę na poprzednie wpisy i nie powiem, że nic się nie zmieniło. Dużo się zmieniło. Przez pewien czas wydawało mi się, że mój świat się zawalił. A teraz? Teraz jest lepiej, ale na pewno nie dostatecznie dobrze żebym mogła powiedzieć, że jestem szczęśliwa. Na jakiś czas słowo "miłość" przestało dla mnie istnieć. Nie wiem jak to jest, że żyjesz z kimś, myślisz, że będzie przy Tobie zawsze, aż w końcu przychodzi taki dzień, że nagle to wszystko tracisz i trzeba zbierać Cię z podłogi. Mocno pogubiłam się w swoim życiu. Razem z Twoim odejściem jakaś część mnie umarła. Powoli się rodzi na nowo, ale chyba potrzebuję jeszcze sporo czasu zanim znowu osiągnie swoją pełnoletność. Te wszystkie słowa o szczęściu, miłości, planach na przyszłość straciły sens. Straciłam wszystko w co wierzyłam, ale nawet nie potrafię Cię nienawidzić. Jeszcze czasem o tym myślę i chcę pamiętać tylko te dobre chwile. Pozostał mi rok wspomnień, nic więcej. To tak jakbym na jakiś czas przestała wierzyć w miłość...chociaż bardzo bardzo tego nie chcę. Uczę się żyć na nowo.
"Ja potrzebuję faceta, który da mi szansę być kochającą, czułą, delikatną, odsłoniętą, odkrytą ze wszystkimi swoimi słabościami, i nie wykorzysta tego."
